niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 1 - Nowe początki

   Dochodziła północ, gdy czarny samochód zjechał z autostrady. Siedząca w środku piękna brunetka wpatrywała się w okno, obserwując mijane drzewa i ptaki przelatujące ponad koronami drzew. Westchnęła głęboko, gdy kierowca poinformował ją, że podróż potrwa jeszcze około czterech godzin. Z domu wyjechała już sześć godzin temu i jedyne na co miała ochotę, to wysiąść i rozprostować nogi. Zamiast tego wyjęła słuchawki i włączyła muzykę. Rozmyślała słuchając starej piosenki Christiny Aguilery - Genie in a bottle. Uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie, że jej matka nienawidziła tej piosenki. Tak naprawdę, jej matka nienawidziła jakiejkolwiek muzyki. Dziewczyna zawsze uważała, że matka jest po prostu sztywna. To było jedyne co mogła o niej powiedzieć. Trudno wyobrazić sobie, jak bardzo się ucieszyła, kiedy dowiedziała się, że dostała wezwanie do Akademii Św. Luciana. W jej głowie królowała myśl, że być może już do końca życia nie będzie musiała oglądać swojej rodzicielki. Tak bardzo się z tego cieszyła. Wiedziała, że będzie tęskniła za ojcem, ale reszta jej rodziny to zupełnie inna bajka. A poza tym, Akademia Św. Luciana była jej marzeniem. Od dziecka z pomocą ojca ubiegała się o miejsce w tej elitarnej szkole.Czuła, że to tam jest jej miejsce. W końcu była Wybrana.
    Z głębokich rozmyślań wyrwał ją głos kierowcy:
- Już dojeżdżamy,
Pokiwała głową, wiedząc, że kierowca obserwuje ją w lusterku i schowała słuchawki do torebki. Przy okazji zerknęła na telefon. Miała trzy nieodebrane połączenia od matki i dwa od ojca. Postanowiła zająć się tym później. Wyjrzała za okno, w samą porę, by zobaczyć ogromną podłużną fontannę, z której co chwila tryskały hektolitry wody. Fontanna została wykonana z marmuru, cała pokryta była małymi znakami. Brunetka przyjrzała się im i spostrzegła, że to herby szkoły.  Była całkowicie oczarowana fontanną, ale prawdziwe wrażenie zrobił na niej gmach akademii. Cały budynek wyglądał jakby był podzielony na trzy części - skrzydło wschodnie, skrzydło zachodnie i środek. Skrzydła były bardziej wysunięte, a pomiędzy nimi znajdował się starannie wypielęgnowany trawnik, na którym, co parę metrów, postawione były ławki. Gmach pełen był wież i wieżyczek oraz okien.
- Jest piękny - szepnęła brunetka, jednak na tyle głośno, by usłyszał to kierowca.
- O ile ktoś lubi ciągły mrok i ciemność - prychnął.
Rzeczywiście, szkoła sprawiała wrażenie groźnej i niebezpiecznej. Wysokie żywopłoty, krzaki i wszechobecny las, wszystko to skutecznie odgradzało akademię od świata zewnętrznego, a przy okazji światła. Jak dotąd wszystko pozostawało utrzymane w zimnych barwach. Brunetka czuła się w swoim żywiole.
    Samochód podjechał pod schody prowadzące do środka budynku. Dziewczyna odwróciła głowę i zobaczyła postać stojącą na samym szczycie schodów. Kierowca wysiadł z samochodu, więc ona uczyniła to samo. Gdy miała już swoje walizki w rękach pojawiło się dwoje mężczyzn, którzy zabrali bagaże i zobowiązali się zanieść je do mojego nowego pokoju. Razem wspięli się na schody przechodząc obok czekającej na mnie postaci, która okazała się młodym mężczyzną, z krótko obciętymi włosami. Brunetka odetchnęła i zaczęła odważnie wspinać się po schodach. Jej buty na koturnach rytmicznie uderzały o marmurową konstrukcje, aż nie stanęła na przeciwko postaci.
- Cześć - powiedziała beztrosko, co wywołało uśmieszek na twarzy mężczyzny.
- Panna Genevieve Cleveland? - spytał rozbawiony.
- Owszem - odpowiedziała - A pan to?
- Nazywam się Joseph Priceton - przedstawił się - Będę jednym z twoich nowych nauczycieli.
Brunetka uśmiechnęła się. Jeśli wszyscy nauczycieli będą tacy jak ten, to ta szkoła okaże się rajem.
- Czego pan naucza? - spytała.
- Jesteś strasznie ciekawska - stwierdził Joseph z rozbawieniem - Większość nowicjuszy panicznie boi się pierwszego dnia tutaj, a zwłaszcza tutejszych nauczycieli.
- To na pewno nie ja. Nie jestem żałosna.
Nauczyciel przyjrzał się dziewczynie badawczo, ale po chwili parsknął śmiechem.
- Jesteś doprawdy niezwykła - stwierdził - A odpowiadając na twoje pytanie to nauczam sztuk walki. Wejdźmy do środka, zbiera się na deszcz.
Genevieve posłusznie poszła przodem przyglądając się wejściu, a następnie wielkiemu holowi, do którego weszli. Wszystko z marmuru!

- Nie jest pan trochę za młody, jak na nauczyciela? - spytała bezpośrednio swojego towarzysza.
- Oh, możliwe - odpowiedział z uśmiechem. Ta dziewczyna naprawdę mu się podobała. - Powinnaś wiedzieć, że u Wybranych nie liczy się wiek, a umiejętności. Większość nauczycieli jest tutaj naprawdę bardzo młoda.
- To świetnie - uznała Genevieve - W mojej starej szkole wszyscy nauczyciele byli strasznie starzy i pomarszczeni - skrzywiła się. - Tutaj będzie lepiej.
Joseph zerknął na dziewczynę z namysłem. Szli właśnie korytarzem do nowego pokoju dziewczyny, gdzie czekały na nią bagaże.
- Będziesz miała współlokatorkę - powiedział nauczyciel - Jestem pewien, że się dogadacie.
- Oby - mruknęła.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 - Jezu, jakie to beznadziejne!
Zielonooki chłopak podniósł wzrok znad telefonu i spojrzał na swojego współlokatora, unosząc brew. Jego przyjaciel Jason stał przed lustrem i przymierzał na siebie coraz to wymyślniejsze koszule. Aktualnie zastanawiał się nad granatową, a błękitną.
- Pomógłbyś, a nie się patrzysz - wykrzyknął, rzucając ubrania na stojące nieopodal łóżko z baldachimem. - Rok szkolny jeszcze się nie zaczął, a ty już się wylegujesz.
- Stary - zaczął chłopak - mogę wiedzieć co ci odbiło? Zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, albo jak Marge.
Gdy tylko wypowiedział to imię, jego kolega odwrócił wzrok. Zielonooki wytrzeszczył oczy z wrażenia, ale po chwili roześmiał się perliście.
- Nie mów, że stroisz się tak dla panny jędzowatej! - wykrzyknął, używając starego przezwiska dziewczyny.
- Zamknij się. Aaron - warknął Jason i wrócił do swoich koszul. - Już nikt jej tak nie nazywa.
- Jasne, że nie - przyznał - Bo to przezwisko z dzieciństwo, aktualnie wszyscy stosują trochę bardziej obraźliwe epitety.
- Po prostu mi zazdrościsz - odpowiedział Jason, przeczesując swoje czarne włosy - bo ty nie masz dziewczyny. Było nie zrywać z tą ostatnią!
Zielonooki uniósł brwi rozbawiony, po czym wygodniej ułożył się na łóżku, krzyżując ramiona na karku.
- Nawet nie pamiętam jej imienia - powiedział z wrodzoną arogancją i cynizmem - A ty i Marge wcale ze sobą nie chodzicie.
- Ale będziemy!
Na tym skończyła się dyskusja. Aaron kręcił tylko głową, patrząc jak jego najlepszy przyjaciel grzebie w górze stworzonej z koszul. Nie rozumiał, jak można w ogóle interesować się taką nudną osobą, jak Marge. W tej szkole były o wiele ciekawsze dziewczyny, a ten musiał sobie wybrać akurat tę! Zrezygnowany obrócił się i wyjrzał przez okno. Akurat w tym momencie z czarnego samochodu wysiadła dziewczyna o brązowych włosach, ubrana w czarną skórzaną kurtkę.
- Patrz, ktoś nowy - rzucił do kolegi i podszedł do okna.
Z tej odległości nie mógł przyjrzeć się twarzy, ale widział, że brązowe włosy dziewczyny mają odcień mocniejszy od jego.
- Podobno w tym roku do szkoły ma przyjechać tylko dwóch nowych - napomknął Jason, odrywając się od swoich koszul - W tamtym roku było siedmiu. Hej!
Nagły okrzyk zaskoczył zielonookiego tak mocno, że podskoczył.
- Co jest?
- Może to będzie twoja nowa dziewczyna?
Aaron popatrzył na niego sceptycznie, ale nic nie odpowiedział.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Genevieve pożegnała się już z nauczycielem, a teraz stała przed mosiężnymi drzwiami do jej nowego pokoju. Zastanawiając się nad swoją nową współlokatorką, brunetka nacisnęła klamkę i weszła do środka. Jej oczom ukazał się pokój z kremowymi ścianami, parą łóżek z baldachimem, dwoma biurkami oraz ogromną szafą. Obok jednego z łóżek leżały jej bagaże, a przy drugim stała niska blondynka, uważnie przyglądająca się przybyłej brunetce.
- Hej - przywitała się, machając do blondynki.
- Cześć! - wykrzyknęła z nagłym entuzjazmem - Jesteś moją nową współlokatorką, prawda?
Genevieve nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ blondynka mówiła z prędkością karabinu maszynowego.
- Wybacz, to głupie pytanie. Oczywiście, że jesteś moją współlokatorką, bo co byś tu robiła? Po prostu cieszę się, że będę miała z kim dzielić pokój i...
- Hej, spokojnie - podniosła ręce w uspokajającym geście i zbliżyła się do nowej znajomej. - Nie nadążam za tobą. - powiedziała z rozbawieniem. - Jak się nazywasz?
- Jestem Cassandra - odpowiedziała blondynka z uśmiechem.
- Cassandra? - brunetka popatrzyła sceptycznie na współlokatorkę - Chyba będę nazywać cię inaczej.
Cassandra obdarzyła dziewczyna zdziwionym spojrzeniem. Ludziom często nie pasowało jej imię, ale nigdy nie mówili jej tego wprost. Z jednej strony to było bezczelne, ale z drugiej niesamowicie zaintrygowało blondynkę. Znała tą brunetkę o brązowych oczach zaledwie od kilku minut, a już wiedziała, że będą świetnymi przyjaciółkami. Już widziała jak się sobie zwierzają.
- Będę ci mówić Cassie, okej? - spytała z uśmiechem Genevieve - To do ciebie pasuje.
- Cassie, brzmi... świetnie! - zaśmiała się - A ty jak masz na imię?
- Nazywam się Genevieve - przedstawiła się i wyciągnęła rękę, którą Cassie z ochotą uścisnęła.
Przez następne pół godzimy nowe przyjaciółki rozmawiały ze sobą i śmiały się, równocześnie układając w szafie ubrania Genevieve. Dziewczyny sporo się o sobie dowiedziały, ale Cassie zauważyła, że jej nowa współlokatorka niezbyt chętnie mówi o swojej przyszłości. Odniosła wrażenie, że jest trochę zamknięta w sobie i tajemnicza, więc postanowiła jej nie wypytywać, tylko opowiedzieć trochę o szkole.
- Zakochasz się w tym miejscu - wyrokowała - O ile przetrwasz spotkanie z elitą. - zachichotała.
- Elitą? - Genevieve założyła ramiona na piersi i spojrzała na przyjaciółkę - Kim jest elita?
- No, wiesz, to taka grupa najbogatszych i najpopularniejszych w szkole Wybranych. To po prostu takie wpływowe dzieciaki, z kasą i pozycją. Każdy w akademii się ich boi.
- Niby dlaczego? - prychnęła - Na pewno nie są nikim niezwykłym.
- Chyba nie chcesz z nimi zadzierać?! - wykrzyknęła blondynka - Nie możesz tego zrobić! Marge cię zabije!
- Co to za Marge?
- To taka jakby liderka elity. Zachowuje się jak księżniczka i rządzi całą szkołą. Ma na koncie najwięcej nocy spędzonych w pokojach chłopaków w całej historii Akademii Św. Luciana, jeśli wiesz o co chodzi.
- Klasyczna puszczalska? - spytała brunetka po czym wybuchnęła śmiechem i odrzuciła głowę do tyłu - Zapewne zaliczyła już całą szkołę.
- Co? Nie! - Cassie także zaśmiała się serdecznie - Jest paru chłopaków, którzy jeszcze się nie złapali. Niech pomyślę... Jason Patel jeszcze nie miał z nią do czynienia, ale z tego co wiem to próbuje do niej zarywać. On też należy do elity. Razem z Aaron'em Collins'em. On także nie był jeszcze ofiarą Marge i w zasadzie ma ją gdzieś. Chociaż w zasadzie Aaron ma gdzieś większość ludzi.
- Nie brzmi zachęcająco - rzuciła Genevieve, po czym zerknęła na zegarek, stojący na jej małej półce nocnej. Wskazywał 6:40 - O której ma być rozpoczęcie?
- O 11. Jeśli chcesz to możemy przejść się po szkole, za dwadzieścia minut.
- Możemy? - zdziwiła się.
- Jasne! Cisza nocna trwa tu od 23:00 do 7:00. Zajęcia zwykle zaczynają się o 8:30.
Brunetka ucieszyła się, że może rozprostować nogi. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej ubrania, po czym weszła do łazienki przylegającej do pokoju. Założył na siebie czarną bluzkę ze złotym zamkiem z przodu oraz granatowe legginsy. Na nogi wsunęła wysokie koturny. Gdy wyszła zobaczyła także przebraną Cassie. Blondynka miała na sobie turkusową tunikę i ciemne jeansy. Wspólnie zaczekały, aż wybije upragniona godzina, po czym odczekały pięć minut i wyszły na korytarz. Przechadzały się po gmachu, a brunetka była zachwycona swoją nową szkołą. Wszystko było ciemne i mroczne, zupełnie inne od tego do czego była przyzwyczajona. Jej rodzina preferowała raczej wesołe i optymistyczne kolory, co zawsze ją denerwowało.
W pewnym momencie na korytarzu zabrzmiał krzyk. Dziewczyny zainteresowane podeszły bliżej. Za rogiem zobaczyły dwójkę chłopaków i dziewczynę.Naprzeciw nich stał stary mężczyzna z praktycznie białymi włosami, który cały czas wykrzykiwał coś w ich stronę. Nagle jeden z chłopaków machnął lekceważąco ręką, po czym podszedł do mężczyzny i położył mu rękę na ramieniu. Mężczyzna zrobił się czerwony jak burak. Genevieve nie mogła wytrzymać i parsknęła śmiechem. Niespodziewanie drugi chłopak, brunet, który do tej pory stał z założonymi ramionami obok dziewczyny, odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią, najpierw ze znudzeniem, ale po chwili w jego oczach błysnęło coś na kształt zainteresowania. Chłopak posłał jej arogancki uśmieszek. Wystarczył by ją rozzłościć.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Aaron i Jason siedzieli w swoim pokoju, grając w karty, gdy nagle drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia wpadła średniego wzrostu dziewczyna o długich mysich włosach. Była czymś wyraźnie podekscytowana.
- Vivien, siostrzyczko, puka się - warknął w jej stronę Aaron, na co ta tylko wywróciła oczami.
- Musicie iść ze mną! - krzyknęła.
- Dokąd znowu? - spytał Jason - Nie ma jeszcze siódmej.
- Jest 6:30 - odpowiedziała z niewinnym uśmiechem. - Musicie iść ze mną do kuchni! Dziś na śniadanie podają naleśniki z bananami!
Chłopcy popatrzyli po sobie ze zrozumieniem. Wybrani chlubili się swoją miłością do naleśników z bananami, a były one robione niezwykle rzadko, zwłaszcza na początku roku. Gdyby tak jak inni znaleźli się na śniadaniu o normalnej porze z pewnością nie zjedliby więcej niż jednego, góra dwa, na osobę. Cała trójka ochoczo przystąpiła do planu odbicia naleśników z kuchni.
- A jak nas złapią? - spytał Jason.
- Raz się żyje, przecież nas za to nie wywalą - odpowiedział zielonooki.
- Dokładnie! - poparła brata Vivien - A nagrodą mogą być przepyszne naleśniki, z niesamowicie dużymi kawałkami bananów, będą rozpływały się w ustach i...
Aaron wywrócił oczami, komentując naleśnikowe fantazje siostry za co otrzymał słaby cios łokciem w bok. Cała trójka po cichu wyszła na korytarz i skierowała się w stronę kuchni. Zakładając, że nie spotkają po drodze żadnego nauczyciela, do kuchni dotrą za około dwadzieścia minut. Przekradali się korytarzami cicho chichocząc i popychając się nawzajem. Jason idąc popisywał się przed Vivien, próbując ją rozbawić. W pewnym momencie odwrócił się przodem do niej i szedł tyłem robiąc do dziewczyny głupie miny. Był tym tak zajęty, że zapomniał o zakręcie i wpadł prosto na ścianę, strącając wiszący na niej obraz. Narobił przy tym tyle hałasu, że zapewne usłyszano go w całej akademii i jeszcze dalej. Idący przed nim Aaron odwrócił się i zaśmiał z nieudolności przyjaciela, podczas gdy Vivien pomagała mu się podnieść.
- Co tu się wyprawia?!
Cała trójka podskoczyła na dźwięk doniosłego i wściekłego okrzyku profesora Norrington'a. Starszy mężczyzna oparł ręce na biodrach i z gniewem wpatrywał się w nadal leżącego na podłodze szatyna.
- Pan profesor! - wykrzyknął podnosząc się i otrzepując - Jak pan świetnie wygląda tego wrześniowego poranka!
Profesor przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, ale po chwili wyciągnął ręce w stronę leżącego na podłodze obrazu.
- Co wyście tu zrobili?! - wykrzyknął - To przecież zabytek z osiemnastego wieku!
- Mówi pan o obrazie, czy o sobie?
- Collins!
Aaron uniósł tylko ręce i posłał nauczycielowi niewinny uśmieszek, po czym założył ramiona na piersi i przybrał beztroski wyraz twarzy.
- Co wy tu robicie o tej porze? Trwa cisza nocna!
- Nieee - Jason teatralnie spojrzał na zegarek - Jest właśnie dokładnie 9 po siódmej. Pan się nie gniewa panie psorze - Jason podszedł do mężczyzny i położył mu rękę na ramieniu.
Nagle do uszu zielonookiego dobiegł śmiech. Obrócił się spodziewając się tłumu gapiów, ale zobaczył jedynie dwie dziewczyny. Najpierw przyjrzał się pierwszej, miała blond włosy i była strasznie niska. Kojarzył ją, miała na imię Carla czy jakoś tak. Przesunął po niej znudzonym wzrokiem i wtedy jego wzrok natrafił na coś o wiele bardziej interesującego. Druga dziewczyna była brunetką, o wyjątkowo pięknych brązowych, naprawdę brązowych, a nie piwnych, oczach. Chłopak od razu ją rozpoznał. Była to dziewczyna, która zaledwie parę godzin temu wysiadła z czarnego samochodu pod szkołą. Musiał przyznać, że dziewczyna była przepiękna. Aaron nie mógł powstrzymać się od swojego firmowego uśmieszku. Postanowił zostawić siostrę i przyjaciela z Norrington'em, a sam podszedł do dwójki dziewczyn.
- Nie powinnyście być w pokoju? - spytał zbliżając się powoli i nie spuszczając wzroku z brunetki, choć pytanie było pozornie skierowane do obu - Grzeczne dziewczynki powinny wychodzić dopiero na śniadanie.
Brunetka zmarszczyła brwi i skrzyżowała ramiona na piersi.
- Natomiast grzeczni chłopcy powinni siedzieć cicho, a nie rujnować wystrój szkoły o 7:10 rano - odpowiedziała bezczelnie.
Aaron popatrzył na nią z nowym zainteresowaniem. Była strasznie zadziorna!
- Radziłbym ci odnosić się do mnie trochę milej. - nachylił się w jej stronę - Jesteś tu chyba nowa i nie znasz zasad. A oto pierwsza: nie zadzieraj ze mną, kochanie.
Z radością zauważył, że dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Bawiło go denerwowanie jej.
- Nie nazywaj mnie tak - warknęła, odgarniając sobie niesforne kosmyki włosów z twarzy - Na twoje nieszczęście mam gdzieś czyjeś zasady, dupku.
- Aaron.
- Słucham?
- Mam na imię Aaron, nie ,,dupek" - zaśmiał się widząc minę dziewczyny - Aaron Collins, a ty, kochanie?
Brunetka uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Ten chłopak był doprawdy niezwykły. W zaledwie trzy miny odkrył najbardziej denerwujące ją słowo, na tej planecie. Nienawidziła, gdy ktoś mówił na nią ,,kochanie". Jakby była małym dzieckiem, a on jej kochającym rodzicem.
- Jestem Genevieve Cleveland.
Zielonooki wyciągnął rękę w jej stronę, którą uścisnęła.
- Genevieve to piękne imię - powiedział - Pasuje do ciebie.
Dziewczyna już chciała coś odpowiedzieć, gdy nagle za chłopakiem wyrosła jakby znikąd sylwetka profesora Norrington'a.
- A wy dwie co tu robicie?
Cassie, która do tej pory stała z boku przysłuchując się rozmowie Genevieve z Aaron'em, odruchowo cofnęła się w tył. Chciała pociągnąć za sobą przyjaciółkę, ale było już za późno.
- Stoimy - odparła z prostotą - To chyba nie jest zabronione?
- Nie - odpowiedział zirytowany nauczyciel - pod warunkiem, że nie robi się tego podczas ciszy nocnej.
- Z tego co się orientuje cisza nocna kończy się równo o 7, a jest już 7:25. Osobiście nie widzę kłopotu, chyba, że się mylę?
Genevieve przez chwile siłowała się na spojrzenia z profesorem. Cassandra odwracała głowę, jak na meczu tenisowym, patrząc to na jedno , to na drugie. Jason i Vivien patrzyli w milczeniu na pokrywające się czerwienią oblicze Norrington'a, a Aaron nie odrywał wzroku od brunetki, mając na twarzy swój arogancki uśmieszek. W końcu profesor oderwał wzrok od dziewczyny.
- Collins'owie i pan Patel pójdą ze mną do dyrektora - oznajmił wskazując poszczególne osoby - Nie wywiniecie się od kary. Za mną.
Ruszył prosto korytarzem, a za nim podążyli Jason i Vivien. Aaron został jeszcze przez chwilę przy dziewczynach.
- Mam nadzieję, że zobaczymy się na śniadaniu - zwrócił się do Genevieve.
- Naprawdę? - spytała z udawanym zdziwieniem - To zabawne, ale ja mam nadzieję, że nie zobaczę cię nigdy więcej.
- Dopilnuje, aby twoje życzenie się nie spełniło - oznajmił i odszedł w ślad za siostrą i przyjacielem, zostawiając przyjaciółki same. Genevieve patrzyła za nim przekonana, że chłopak szybko nie da jej spokoju, ale nie była zbytnio zaniepokojona tym faktem.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po wizycie w gabinecie dyrektora Vivien zostawiła Aaron'a i Jason'a, kierując się do pokoju. Tam szybko przebrała się i umyła twarz, po czym pobiegła truchtem na śniadanie. Sala śniadaniowa, jak nazywali ją uczniowie, była pełna uczniów, którzy z ochotą zasiadali przy drewnianych sześcioosobowych stołach. Wszyscy cieszyli się na nowy rok szkolny w Akademii Św. Luciana. Dziewczyna rozejrzała się po sali. Przy stole stojącym na samym środku sali tradycyjnie siedzieli jej brat, Jason, Marge oraz dwójka mniej popularnych uczniów, którzy byli pomagierami tej trójki. Vivien spojrzała na brata i zauważyła, że przygląda się on tej nowej brunetce, która siedziała przy stole razem z Cassandrą Wilkinson i paroma innymi dwoma innymi dziewczynami. Jej towarzyszki rozmawiały ze sobą wesoła, ale ona nie zwracała na nic uwagi i zajadała naleśnik z bananami. W pewnym momencie podniosła wzrok i zauważyła stojącą w wejściu dziewczynę. Genevieve pomachała do niej i wskazała wolne krzesło obok siebie. Gdy tylko Vivien usiadła na miejscu została obdarzona uroczym uśmiechem brunetki.
- Cześć, jak wizyta u dyrektora? - spytała podsuwając jej upragniony naleśnik.
- Dobrze - odpowiedziała posyłając jej uśmiech - Jason dostał pouczenie od Norrington'a, a mój brat poświecił oczami i wyszliśmy z tego bez szwanku - przewróciła oczami.
- A więc on jest twoim bratem? - uniosła brew w niedowierzającym geście - Nie jesteście zbyt podobni. Ty jesteś taka miła, a on taki... - Genevieve zawahała się, gdyż zauważyła, że temat jej wywodu przygląda się jej badawczo. Brunetka wzięła głęboki wdech, po czym podparła brodę na ręce i posłała mu uroczy uśmiech, a zaraz potem wyartykułowała bezgłośnie ,,ODWAL SIĘ". Jej uśmiech powiększył się, gdy Aaron wyartykułował w taki sam sposób ,,ZMUŚ MNIE". Chciał wojny? To będzie ją miał!
- Podobasz mu się.
- Co?!
- Aaron'owi - odpowiedziała Vivien - Widać, że nie może przestać na Ciebie patrzeć.
- Nie sądzę, że... - zaczęła Genevieve, ale nie dokończyła, gdyż do rozmowy wtrąciła się jej współlokatorka.
-  To oczywiste! - wykrzyknęła - Jak możesz tego nie widzieć? Przecież wpatruje się w ciebie przez całe śniadanie. Prawda?
Pozostałe dziewczyny siedzące przy stole ochoczo pokiwały głowami.
- Nie sądzę, aby było we mnie coś, aż tak bardzo interesującego - odpowiedziała brunetka, po czym podniosła widelec i wymierzyła nim w nowe przyjaciółki - A tak w ogóle to nie jestem tutaj, żeby szukać chłopaka. Jestem Wybraną i bycie nią to mój priorytet. Przyjechałam, żeby się szkolić, a nie urozmaicać swoje życie towarzyskie - skrzywiła się teatralnie, na co Cassie i Vivien parsknęły śmiechem.
- Będziesz w klasie razem z Cassie, Aaron'em i Jason'em? - spytała przyjaciółkę Vivien, na co ta pokiwała głową.
- A ty nie uczysz się z nami?
- Oh, nie - zaśmiała się - Jestem o dwa lata młodsza od was, więc jestem przydzielona do innej grupy.
- Nie mogę się już doczekać lekcji z profesorem Priceton'em - rozmarzyła się Cassie - Sztuki walki to mój ulubiony przedmiot - zachichotała. - Będziesz nim zachwycona, Genevieve - dodała.
- Już go poznałam - przyznała - Wydaje się spoko.
- Spoko?! - wykrzyknęła blondynka - I tyle?! Przecież on...
Nie dokończyła bo nagle po całej sali rozniósł się dźwięk tłuczonych talerzy. Wszystkie głowy na sali odwróciły się w stronę dwóch dziewczyn stojących przy stole na środku sali. Jedna z nich miała kruczoczarne włosy i ciemnoniebieskie oczy. Marge. Naprzeciwko niej stała wysoka blondynka o pięknych szarych oczach. Dziewczyny stały nad kawałkami rozbitego talerza, patrząc na siebie nienawidzącym wzrokiem i całkowicie ignorując uspokajających je przyjaciół.
- Co się dzieje? - spytała Cassie.
Nagle jedna z dziewczyn, blondynka, wycofała się. Nerwowo powiedziała kilka słów do Marge i chciała usiąść, ale ta nie pozwoliła jej na to, zwalając następne talerze na fotel. Wyciągnęła palec mierząc nim w przeciwniczkę, która teraz wyglądała na spanikowaną. O dziwo, nikt nie zareagował. Każdy zachowywał się, jakby bał się Marge. Każdy, ale nie Genevieve Cleveland. Brunetka stała z fotela, czym przeraziło swoje dwie przyjaciółki, ale zanim zdążyły coś zrobić, ta była już parę metrów przed kłócącymi się dziewczynami.
- Zostaw ją - powiedziała spokojnie, kierując słowa do Marge.
Cała sala wyglądała na do głębi zszokowaną. Jeszcze nikt w historii tej szkoły nie sprzeciwił się Marge.
- Rozkazujesz mi? - zaśmiała się - Będę robić co mi się podoba, a tobie nic do tego! Dobrze ci radzę zejść mi z drogi!
- Nie wrzeszcz, idiotko - ofukała ją brunetka - Myślisz, że się ciebie przestraszę? Nie widzę w tobie nic strasznego. No może oprócz twarzy... i włosów.
Genevieve uśmiechnęła się zadowolona, gdy jej rozmówczyni zacisnęła dłonie w pięści. W jadalni było tak cicho, że każdy usłyszał jej słowa, czego wynikiem były pełne zachwytu spojrzenia, kierowane w jej stronę.
- Zostaw tę dziewczynę w spokoju - powtórzyła.
Nagle Marge złapała stojący na stole pojemnik z mlekiem i przechyliła go nad głową blondynki. Dziewczyna w porę uskoczyła, a w tym czasie Genevieve złapała pojemnik z sokiem malinowym, po czym złapała czarnowłosą za rękę i przytrzymała ją, wylewając zawartość naczynia na jej głowę.
- Przynajmniej będziesz ładnie pachnieć - powiedziała z kpiącym uśmieszkiem, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjście po drodze łapiąc pod ramię ofiarę Marge. Trudno było jednoznacznie określić, co czuli ludzie na sali. Cassie i Vivien uśmiechały się do siebie, choć ich oczy miały zdziwiony wyraz. Nie spodziewały się, że nowa uczennica wprowadzi taki zamęt. Jason z jednej strony chciał bić brawo nowej, ale z drugiej pamiętał, że Marge to jego przyszła dziewczyna, więc nie zrobił tego choć bardzo chciał. Siedzący obok niego Aaron klaskał otwarcie jak parę innych osób, patrząc za oddalającą się brunetką. W pewnym momencie Genevieve spojrzała przez ramię i złapała wzrok zielonookiego. Chłopak poklaskał prosto w jej stronę, a ona uśmiechnęła się, odwróciła się w stronę sali i ukłoniła się wszystkim. Tego dnia triumfowała, nie wiedząc jaki koszmar czeka ją i jej przyjaciół już wkrótce.



Hejka!

Witajcie, na moim nowym blogu - Akademia Św. Luciana. Jest to mój nowy blog o tematyce fantasy. Wcześniej prowadziłam dwa blogi. Zapraszam Was do zakładki Historia, gdzie możecie znaleźć opis historii, którą przedstawię na tym blogu. Nie przedłużając, zapraszam Was do czytania mojego bloga i aktywnego komentowania :)

Do zobaczenia!


.
.
.
.
.
.
template by oreuis